Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Art148.pl
Art148.pl
Art148.pl

Menu główne

Linia

Strona główna
Archiwum
O serwisie
Historia
Wymiana
Redakcja/Kontakt

Mordercy

Linia

Dzieciobójcy
Gangsterzy
Mordercy seryjni
Mordercy masowi
Mordercy nieletni
Terroryści
Zbrodniarze wojenni
Mordercy inni

Mass media

Linia

Książki
Filmy
Gry komputerowe

Pozostałe

Linia

Inne teksty
Poradniki
Fotografie
Wyniki ankiet

Mordercy seryjni » DeSalvo Albert


Albert DeSalvo Albert DeSalvo urodził się 3 września 1931 roku w Chelsea, w stanie Massachusetts (USA). Miał pięcioro rodzeństwa. Jego ojciec, Frank, był człowiekiem agresywnym, regularnie znęcał się fizycznie nad żoną, Charlotte, a także dziećmi. W dzieciństwie Albert bywał kilkukrotnie aresztowany, m.in. za napaść i pobicie. Przechodził również okresy bardzo dobrego zachowania. Zawsze powracał jednak na drogę przestępczą.

Charlotte dosyć szybko postanowiła rozwieść się z Frankiem. Niebawem poślubiła nowego mężczyznę. Robiła wszystko, by trzymać Alberta z dala od kłopotów. Ten w latach 1948 do 1956 pełnił służbę w Amerykańskiej Armii. Przez pewien czas stacjonował w Niemczech, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, Irmgard Beck. Była atrakcyjna, pochodziła z szanowanej rodziny. W tym okresie młodego DeSalvo awansowano do stopnia wojskowego E-5. Wkrótce, za niesubordynację został zdegradowany do stopnia szeregowca. W 1955 roku został aresztowany pod zarzutem napastowania młodej dziewczyny, jednak ostatecznie oskarżenie wycofano. W tym samym roku został ojcem. Jego córka, Judy, urodziła się z fizycznym upośledzeniem w postaci wrodzonej wady miednicy. Problem ten miał ogromny wpływ na życie rodzinne DeSalvo. Żona Alberta, Irmgard, była przerażona, że może urodzić kolejne chore dziecko. Robiła wszystko, by unikać zbliżeń z mężem. DeSalvo miał zaś nienasycony apetyt seksualny. Żądał seksu nawet do kilku razy dziennie.

W latach 1956 do 1960 DeSalvo pozostawał kilkukrotnie aresztowany za włamania. Każdorazowo otrzymywał wyroki w zawieszeniu. W 1960 roku Irmgard urodziła mu drugie dziecko, syna Michaela. Chłopiec był zdrowy.

Pomimo problemów z prawem Albert cały czas pozostawał zatrudniony. Pracował jako operator prasy w American Biltrite Rubber, następnie w stoczni, a potem jako pracownik obsługi technicznej konstrukcji. Większość ludzi, którzy go znali, lubiło go. Jeden z przełożonych DeSalvo stwierdził, że był przyzwoitym, rodzinnym mężczyzną i dobrym pracownikiem. Albert był bardzo przywiązany do rodziny. Żonę traktował z dużą czułością.

Zabójstwo Anny

Anna E. Slesers, drobna rozwódka wyglądająca na dużo młodszą niż w rzeczywistości, pochodziła z Litwy. Dziesięć lat wcześniej wraz z córką i synem osiedliła się w Back Bay, spokojnej dzielnicy Bostonu. Ulica 77 Gainsborough jest jedną z wielu składającą się z domów z cegły, które zostały podzielone na mniejsze mieszkania dla osób z ograniczonymi dochodami, zarówno studentów jak i emerytów. Anna, jako krawcowa zarabiała 60 $ tygodniowo. Mieszkała na trzecim piętrze. Wieczorem, 14 czerwca 1962 roku, skończyła kolację, po czym udała się do łazienki wziąć szybką kąpiel. Chciała zdążyć przed przyjazdem syna, Jurisa, który miał zabrać ją na nabożeństwo do Kościoła.

Przed godziną 19:00 Juris zapukał do drzwi matki. Nie otworzyła, mieszkanie pozostawało zamknięte na klucz. Mężczyzna zaczął dobijać się do drzwi. Zaniepokoił się, ponieważ matka chorowała. Może straciła przytomność? Postanowił wyważyć drzwi. Kiedy wszedł do łazienki zobaczył Annę leżącą nieruchomo na podłodze, z paskiem ze szlafroka zawiązanym wokół jej szyi. Natychmiast zawiadomił policję oraz siostrę. Był pewien, że matka popełniła samobójstwo.

Śledczy przybyli na miejsce zdarzenia od razu wiedzieli, że nie było to samobójstwo. Slesers leżała na szarym dywanie w szokująco odsłoniętej pozycji. Miała na sobie niebieski taftowy szlafrok z czerwonym podszyciem. Szlafrok był rozpięty. Obnażał ciało kobiety od ramion w dół. Ta leżała groteskowo, z głową kilka metrów od otwartych drzwi łazienkowych. Jej lewa noga była wyprostowana, druga rozłożona prawie pod kątem prostym i zgięta w kolanie, tak, że jej narządy płciowe pozostawały widoczne. Niebieski pasek ze szlafroka zawiązany był wokół szyi w kokardę, jak u małej dziewczynki.

Mieszkanie wyglądało na splądrowane. Torebka Anny leżała otwarta z zawartością częściowo porozrzucaną po podłodze. Kosz na śmieci w kuchni był przetrząśnięty, część śmieci leżało na podłodze. Szuflady w sypialni były otwarte, ich zawartość została przeplądrowana. Z mieszkania jednak nic nie zginęło. Złoty zegarek i inna biżuteria pozostały nietknięte.

Anna została uduszona paskiem z własnego szlafroka. Sprawca wykorzystał ją seksualnie. Szczegółowe prześledzenie życia zamordowanej ujawniło, że była całkowicie poświęcona dzieciom, pracy i Kościołowi. Uwielbiała muzykę klasyczną. Miała niewielu przyjaciół. Nie było żadnych mężczyzn w jej życiu, z wyjątkiem syna. Policja uznała, że kobieta zginęła przez przypadek. Samo przestępstwo miało bowiem sprowadzać się jedynie do zrabowania mieszkania, jednak gdy włamywacz zobaczył Slesers postanowił wykorzystać ją, a następnie, by uniknąć ujęcia, zabić. W chwili śmierci miała 55 lat.

Kolejne morderstwa

30 czerwca 1962 roku 68-letnią Ninę Nichols znaleziono martwą we własnym mieszkaniu przy 1940 Commonwealth Avenue, w Brighton, dzielnicy Bostonu. Kobieta leżała z rozłożonymi nogami. Miała rozerwany szlafrok. Szyja obwiązana była ciasno dwoma nylonowymi pończochami, których końce zwinięte były w kokardę. Została wykorzystana seksualnie.

Sprawca upozorował rabunek, pootwierał szuflady, zawartość rozrzucił dziko po podłodze. Wyglądało to tak jakby przez mieszkanie przetoczyło się tornado. W jednej z szuflad znajdował się nietknięty zestaw srebra. Torebka ofiary nie została opróżniona z pieniędzy. Z nadgarstka zamordowanej nie zniknął cenny cegarek. Zabójca przejrzał notes Nichols, w którym znajdowały się m.in. adresy jej znajomych. Nie wiadomo, dlaczego to zrobił.

Nina Nichols była emerytowaną fizjoterapeutką. Prowadziła bardzo ciche i skromne życie. Była wdową od dwóch dekad. Nie miała znajomych płci męskiej, z wyjątkiem szwagra.

Tego samego dnia, na północ od Bostonu, na przedmieściach Lynn, Helen Blake spotkała podobna śmierć. Ta 65-letnia rozwódka zginęła pomiędzy 8:00, a 10:00 rano. Została uduszona własnymi rajstopami. Na jej szyi, prócz pończoch, znajdował się zwinięty w kokardę stanik. Zarówno pochwa jak i odbyt zamordowanej zostały spenetrowane, nie znaleziono jednak śladów spermy. Nagie zwłoki Helen leżały na łóżku twarzą w dół. Miała rozłożone nogi.

Mieszkanie kobiety zostało splądrowane. Zabójca próbował otworzyć metalową kasę pancerną należącą do ofiary. Bez skutku. Po tych tajemniczych morderstwach komisarz miejscowej policji, Edmund McNamara wydał ostrzeżenie dla kobiet z okolic Bostonu. Przestrzegł, by nie otwierały drzwi obcym. Policjantom przebywającym na urlopach odwołał wolne. Rozpoczęło się szczegółowe dochodzenie.

19 sierpnia 1962 roku 75-letnia Ida Irga, nieśmiała, emerytowana wdowa, padła ofiarą dusiciela. Znaleziono ją dwa dni później w swoim mieszkaniu przy 7 Grove Avenue, w West End, w Bostonie. Funkcjonariusze przybyli na miejsce zbrodni stwierdzili brak śladów włamania do lokalu zamordowanej. Zabójca został zatem wpuszczony do mieszkania dobrowolnie.

Zwłoki Idy leżały na plecach na podłodze w salonie. Kobieta miała na sobie jasnobrązową koszulę nocną, która została rozdarta, całkowicie odsłaniając jej ciało. Wokół szyi miała zawiązaną ciasno poszewkę. Jej nogi były rozłożone, podparte na krzesłach, pod pośladkami znajdowała się poduszka. Pozycja położnicza. Kobieta umarła poprzez uduszenie. Została wykorzystana seksualnie, choć nie znaleziono śladów plemników. Wysuszona krew pokrywała jej głowę, usta i uszy.

W ciągu doby od morderstwa Idy Irga, zgładzona została kolejna kobieta, 67-letnia pielęgniarka imieniem Jane Sullivan. Znaleziono ją w swoim mieszkaniu przy 435 Columbia Road w Dorchester po około 10 dniach od śmierci. Znajdowała się w łazience, w wannie. Stopy miała uniesione w górę, głowę pod kranem. Została uduszona własnymi rajstopami prawdopodobnie w kuchni, sypialni lub holu, gdzie znaleziono liczne ślady krwi. Mogła zostać wykorzystana seksualnie, jednak ciało było tak ułożone, że nie udało się tego ustalić. W każdym razie na uchwycie miotły odkryto plamy jej krwi. Nie było śladów przymusowego wejścia, mieszkanie nie było splądrowane. Torebkę Jane znaleziono otwartą.

Młode ofiary

Na trzy miesiące mieszkańcy Bostonu mogli odetchnąć z ulgą. Dusiciel nie mordował, jednak w dalszym ciągu przebywał na wolności. Śledczy robili wszystko, by schwytać groźnego przestępcę. Przesłuchiwali kolejne osoby, m.in. więźniów skazanych w przeszłości za przestępstwa seksualne oraz byłych pacjentów szpitali psychiatrycznych. Bez powodzenia.

Spokój zakończył się 5 grudnia 1962 roku, kiedy to niejaka Sophie Clark, popularna i atrakcyjna 21-letnia afroamerykanka, studentka Carnegie Institute of Medical Technology została znaleziona martwa przez swoich dwóch współlokatorów. Kobieta mieszkała przy 315 Huntington Avenue, w dzielnicy Back Bay, kilka przecznic od domu Anny Slesers. Leżała nago w salonie, z szeroko rozłożonymi nogami. Wokół szyi miała ciasno zawiązane trzy pończochy oraz ubranie nocne. Widać było ślady przemocy seksualnej. Na dywanie w pobliżu ciała znaleziono plamy nasienia.

Sophie dobrowolnie wpuściła sprawcę do mieszkania mimo, że była bardzo ostrożna. Np. wielokrotnie przekonywała współlokatorów, by zamontować w drzwiach wejściowych dodatkowy zamek. Zawsze przed wpuszczeniem kogokolwiek do środka pytała, kto stoi pod drzwiami. Przed śmiercią pisała list do swojego chłopaka. Nie zdołała dokończyć.

Po dokonaniu zbrodni dusiciel splądrował mieszkanie ofiary. Przeglądał bogatą kolekcję płyt kobiety. Pojawiły się pewne różnice w działaniu zabójcy. Sophnie, w przeciwieństwie do poprzednich ofiar była czarnoskóra, młoda, nie była samotna. Ponadto po raz pierwszy śledczy na miejscu zbrodni uzyskali dowód w postaci nasienia sprawcy.

Kiedy policja przesłuchiwała mieszkańców budynku, jedna z lokatorek, Marcella Lulka wspomniała, że około godziny 14:20 do jej drzwi zapukał nieznany mężczyzna. Oznajmił, że został przysłany przez dozorcę w celu obejrzenia zajmowanego przez nią mieszkania. Miało zostać na nowo pomalowane. Mężczyzna powiedział również, że będzie musiał wyremontować sufit w jej łazience. Następnie spytał: Czy kiedykolwiek myślałaś o pracy modelki? Kobieta położyła palec na ustach, po chwili powiedziała: Mój mąż śpi w pokoju obok. Po tych słowach tajemniczy mężczyzna stwierdził, że pomylił mieszkania i oddalił się pospiesznie. Według opisu Marcelli Lulka, mógł mieć od 25 do 30 lat, był średniego wzrostu, miał włosy w kolorze miodu. Ubrany był w ciemną kurtkę i ciemnozielone spodnie. Czy to dusiciel? Pewne jest, że dozorca budynku nie wysyłał tego dnia nikogo ani do Marcelli, ani do innych lokatorów. Ponadto Sophie zginęła około godziny 14:30. Parę minut wcześniej nieznany mężczyzna zapukał do drzwi Marcelli Lulka.

Trzy tygodnie później, 31 grudnia 1962 roku, 23-letnią Patricię Bissette, sekretarkę w jednej z bostońskich firm inżynierskich znaleziono martwą w jej własnym mieszkaniu przy 515 Park Drive w Back Bay. Ciało odkryli szef kobiety oraz dozorca budynku, który zamieszkiwała. Ponieważ drzwi wejściowe od jej lokalu były zamknięte na klucz, mężczyźni wdrapali się do mieszkania przez okno. Znaleźli ją z twarzą skierowaną do łóżka, z kołdrą podciągniętą pod brodę. Wyglądało to tak, jakby spokojnie spała. Po odkryciu kołdry okazało się, że wokół szyi ma ciasno zawiązane pończochy i bluzkę. Została spenetrowana analnie. Badania pośmiertne wykazały, że była we wczesnej fazie ciąży.

Desperacja policji

Na początku marca 1963 roku, 25 mil na północ od Bostonu, w Lawrence, 68-letnią Mary Brown znaleziono martwą we własnym mieszkaniu. Kobieta została pobita, zgwałcona i uduszona.

Dwa miesiące później, 8 maja 1963 roku, Beverly Samans, piękna 23-latka nie dotarła na próbę chóru do Second Unitarian Church w Back Bay. Przyjaciel kobiety udał się do jej mieszkania. Otworzył drzwi kluczem, który od niej otrzymał. Po wejściu dostrzegł ją martwą leżącą na sofie. Miała rozłożone nogi, zaś ręce związane za plecami chustą. Wokół szyi sprawca zawiązał ofierze nylonowe pończochy i dwie chusty. Usta pozostały zakneblowane materiałem.

Beverly nie zginęła w wyniku uduszenia, a przez cztery rany zadane nożem w gardło. Otrzymała łącznie 22 ciosy, 18 w lewą pierś. Wiązka wokół szyi nie była ciasna. Narzędzie zbrodni, czyli nóż, znaleziono w kuchennej umywalce. Kobieta nie została zgwałcona. Studiowała śpiew operowy. Marzyła o karierze w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Policjanci spekulowali, że została zasztyletowana, ponieważ ze względu na mocno rozwinięte mieśnie gardła - dzięki śpiewaniu - zabójca miał problem z uduszeniem jej.

Śledczy byli zdesperowani. Nie mieli pojęcia, kim jest dusiciel. Jednym z pierwszych podejrzanych był Arnold Wallace, 26-letni psychicznie chory pacjent Boston State Hospital. Kilka dni przed zabójstwem Beverly, błąkał się po Bostonie i spał w piwnicach kamienic. Wiele razy pobił własną matkę. Ze szpitala uciekał pięć lub sześć razy, co zbiegało się w czasie z zabójstwami dusiciela. Mężczyzna miał IQ między 60, a 70 punktów. Został przebadany na wykrywaczu kłamstw. Jego niska inteligencja oraz niezdolność odróżnienia fikcji od prawdy dały niejednoznaczny wynik testu. Trafił z powrotem do szpitala.

Innym podejrzanym był niejaki Lewis Barnett, wysoki, czarny mężczyzna, który spotykał się w przeszłości z jedną z ofiar, Sophie Clark.

8 września 1963 roku w Salem, Evelyn Corbin, 58-letnią rozwódkę, która zdawała się być o ponad dekadę młodsza niż faktycznie, znaleziono martwą. Kobieta została uduszona nylonowymi pończochami. Leżała w poprzek, z twarzą skierowaną do łóżka, naga. Usta miała zakneblowane własnymi majtkami. Wokół łóżka znajdowały się chusteczki z odbiciami ust pomalowanych szminką i śladami nasienia. Plemniki znaleziono w jej ustach, ale nie w pochwie.

Mieszkanie Evelyn zostało splądrowane. Raczej nic nie skradziono. Pudełko z biżuterią leżało na podłodze, portfel został opróżniony na kanapie. Jednego dziwnego tropu nie udało się śledczym wyjaśnić. Od zewnętrznej strony okna ewakuacyjnego znajdowały się świeże pączki, które nie zostały położone lub rzucone tam przez nikogo z budynku.

25 listopada 1963 roku Bostończycy wciąż byli w żałobie po stracie prezydenta Kennedyego, który zginął w zamachu trzy dni wcześniej. Podczas gdy większość Amerykanów pozostawało tępo przyklejonych do odbiorników telewizyjnych, dusiciel działał. Jego kolejną ofiarą była Joann Graff. Ta konserwatywna i religijna 23-letnia projektantka przemysłowa została uduszona pończochami, które sprawca pozostawił ciasno związane wokół jej szyi w wyszukaną kokardę. Na jednej z piersi znajdowały się ugryzienia. Zewnętrzna część pochwy była zakrwawiona i pokaleczona.

Jeden z mieszkańców budynku, zajmujący lokal nad zamordowaną, zeznał później policji, że około godziny 15:25 usłyszał kroki na korytarzu. Kiedy otworzył drzwi ukazał się przed nim mężczyzna, około 27-letni, z wyżelowanymi włosami, w ciemnej koszulce i kurtce oraz ciemnozielonych spodniach. Tajemniczy mężczyzna spytał, źle wymawiając imię: Mieszka tu Joan Graff? Mieszkaniec odpowiedział, że dziewczyna mieszka piętro niżej. Chwilę później usłyszał jak drzwi do mieszkania Joann otwierają się, a następnie zamykają. Założył, że wpuściła mężczyznę do środka.

Nieco ponad miesiąc później, 4 stycznia 1964 roku, dwie młode kobiety wróciły po pracy do domu przy 44A Charles Street. Zszokował je widok martwej współlokatorki, 19-letniej Mary Sullivan. Kobieta została uduszona. Wokół szyi miała zawiązane kolejno ciemną pończochę, nad nią różową jedwabną chustę związaną w ogromną kokardę, a nad tym dwie inne chusty, różową i białą. Na stopach ofiary umieszczona została kartka z napisem Szczęśliwego Nowego Roku. Kobieta ułożona została na łóżku w pozycji siedzącej. Z jej ust na odsłonięte piersi kapało nasienie. Do pochwy miała wsunięty kij od miotły (na 3,5 cala). 17 stycznia 1964 roku prokurator generalny w Massachusetts, Edward Brooke zapowiedział, że schwytanie sprawcy brutalnych morderstw kobiet jest dla władz priorytetem. Zaoferowano 10 tys. $ dla osoby, która dostarczyłaby informacji, które doprowadziłyby do aresztowania i skazania dusiciela.

Człowiek Miarka

Parę lat przed morderstwami w Bostonie, doszło na obszarze Cambridge do serii dziwnych przestępstw o charakterze seksualnym. Pewien mężczyzna pukał do drzwi przypadkowych mieszkań. Jeżeli zastawał w środku kobietę, przedstawiał się następująco: Nazywam się Johnson i pracuję w agencji modelek. Twoje nazwisko poznałem przez kogoś kto sądzi, że nadawałabyś się na modelkę. Zapewniał, że nie chodziło o pozowanie nago, tylko w kostiumach kąpielowych i sukniach wieczorowych. Płaca miała wynosić 40 $ za godzinę. Mężczyzna informował kobiety, że musi dokładnie je zmierzyć. Podobno wiele było zainteresowanych ofertą.

Wyglądał na miłą osobę, miał uroczy chłopięcy uśmiech. Po dokonaniu pomiarów mówił kobietom, że Pani Lewis z agencji skontaktuje się z nimi. Oczywiście nikt nigdy nie zadzwonił. Ani Pani Lewis, ani agencja modelek, o której wspominał nie istniały. W końcu niektóre z kobiet zgłosiły sprawę policji. 17 marca 1961 roku funkcjonariusze z Cambridge złapali mężczyznę usiłującego włamać się do jednego z domów. Ten przyznał się, że jest człowiekiem miarką. Nazywał się Albert DeSalvo. Miał wówczas 29 lat i na koncie liczne aresztowania za włamania do mieszkań i kradzieże pieniędzy. Trafił do więzienia. Za dobre sprawowanie wyszedł na wolność w kwietniu 1962 roku. Dwa miesiące później zginęła Anna Slesers.

Schwytanie

27 października 1964 roku młoda mężatka drzemała w swoim łóźku. Mąż był w pracy. Nagle do pokoju wtargnął obcy mężczyzna. Przyłożył kobiecie do gardła nóż: Nie krzycz, bo cię zabiję. Wepchnął jej w usta bieliznę, przywiązał garderobą do słupków łóżka w pozycji orła. Całował ją i pieścił. Po chwili oznajmił: Bądź spokojna przez 10 minut. W końcu przeprosił kobietę i uciekł. Ta bardzo dobrze zapamiętała jego twarz. Zeznania poszkodowanej doprowadziły do ujęcia DeSalvo.

Mężczyznę zwolniono za kaucją. Jego zdjęcie trafiło do policyjnej bazy danych. W Connecticut skojarzono, że to zielony mężczyzna (od zielonych spodni, które nosił), napastnik seksualny, od dłuższego czasu poszukiwany przez władze stanu.

DeSalvo został aresztowany we własnym mieszkaniu, w obecności żony. Kobieta nie była zaskoczona. Sama najlepiej wiedziała, jaką obsesję na punkcie seksu ma mąż. Powiedziała mu, by wyznał policji całą prawdę. Ten przyznał się do 400 włamań i kilku gwałtów. Twierdził, że zaatakował około 300 kobiet na obszarze czterech stanów. Biorąc pod uwagę tendencję mężczyzny do wyolbrzymiania trudno było powiedzieć, czy liczba popełnionych przez niego przestępstw faktycznie była tak wysoka. Ostatecznie Alberta wysłano do Bridgewater State Hospital na obserwację. Śledczy początkowo nie wierzyli w jego winę. Chcieli, by został dokładnie przebadany.

Wkrótce po umieszczeniu DeSalvo w Bridgewater do tej samej placówki trafił inny niebezpieczny przestępca, niejaki George Nassar. Został oskarżony o okrutne zabójstwo pracownika stacji benzynowej. Nassar nie był zwykłym bandytą. Miał bardzo wysokie IQ, potrafił świetnie manipulować ludźmi. Przebywał w więzieniu za wcześniejsze zabójstwo studenta z Rosji i inne drobniejsze przestępstwa. Wraz z Albertem znajdowali się na jednym oddziale. Zaprzyjaźnili się.

Na początku marca 1965 roku Irmgard otrzymała telefon od adwokata Alberta, F. Lee Baileyea. Mężczyzna zasugerował kobiecie, by zmieniła nazwisko i opuściła z dziećmi dotychczasowe miejsce zamieszkania: W przeciągu 24 godzin o Albercie dowie się cała Ameryka. Przylecę do ciebie jutro, mogę tobie pomóc. Następnego dnia powiadomiono ją, że Albert przyznał się do bycia dusicielem. We włamania i gwałty dokonane przez męża, Irmgard uwierzyła, ale w to, że mógłby kogoś zamordować już nie: Może ktoś zaoferował mu pieniądze w zamian za przyznanie się do niepopełnionych zbrodni? Jedno jest pewne. DeSalvo błędnie uznał, że za przyznanie się do każdego z jedenastu morderstw otrzyma 110 tys. $, po 10 tys. $ za każdą z ofiar. Pieniądze będzie mógł przekazać rodzinie, a sam spędzi resztę życia w więzieniu. Pewną sumę oddałby również Nassarowi, ponieważ wspólnie opracowali plan zarobku podczas pobytu w Bridgewater.

Spowiedź, więzienie, śmierć

6 marca 1965 roku DeSalvo przyznał się nie tylko do dokonania jedenastu zabójstw przypisywanych dusicielowi, ale też do dwóch innych, mianowicie do zabójstwa Mary Brown z Lawrence i innej starszej kobiety, która zmarła na atak serca przed próbą uduszenia jej. Opisał wygląd mieszkań ofiar, ubrania, które miały na sobie w momencie napadów etc.

Żona i reszta rodziny DeSalvo, byli pracodawcy, nawet jego adwokat nie wierzyli, że może być dusicielem.

10 stycznia 1967 roku Albert stanął wreszcie przed wymiarem sprawiedliwości. Linia obrony oparta była na rzekomej niepoczytalności mężczyzny. Ostatecznie uznano go winnym wszystkich 13 morderstw i skazano na dożywocie. Trafił do Walpole State Prison (obecnie MCI-Cedar Junction). Nocą z 24 na 25 listopada 1973 roku, został zasztyletowany. Dzień wcześniej zadzwonił do doktora Amesa Robeya z prośbą o spotkanie w trybie pilnym. Był bardzo przestraszony. Robey obiecał spotkać się z nim następnego dnia rano, jednak DeSalvo nie dożył poranka. Zabójcy nie wykryto.

Robey stwierdził później: Albert chciał wyznać, kim naprawdę był dusiciel. Myślę, że w więzieniu coś musiało się dziać. Tydzień wcześniej poprosił, żeby przenieść go do szpitala w ramach specjalnego aresztu. Ktoś przekupił strażników. (...).

Więcej materiałów:

Fotografie
Dyskusja na forum
Linia
Opracowała Paulina. Na podstawie informacji zawartych w serwisie CrimeLibrary.com.

Aktualizacje

Linia

18.11.2017:
• Nowy dział: Historia
18.11.2017:
• Nowy moduł: Aktualizacje
dd/mm/rrrr:
• Opis aktualizacji


Ankieta

Linia

Jestem:

Kobietą
Mężczyzną


Baza linków

Linia

Mordercy.jun.pl
Kryminalistyka.fr.pl
Zbrodnia.com
Detektywistyczny.net

Art148.pl

© 2006 - 2017 ART148.PL NETWORK. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Statystyki serwisu